Taaa...różnice gatunkowe...chodzi tu oczywiście o gatunek Mężczyzna i Kobieta. :D
A różnice są ogromne, nie tylko w zachowaniu (patrz przykład odwiecznej walki i deskę sedesową) ale i w sposobie postrzegania świata. Dla Mężczyzny pewne rzeczy, sytuacje wyglądają zupełnie inaczej niż dla Kobiet.
Muszę zaznaczyc, że to tylko moje obserwacje, nie jakieś badania :)
Otóż...mój osobisty Mężczyzna ciągle nie może wyjśc z podziwu nad sobą, we własnych oczach nadal jest (i pewnie będzie już na zawsze) bohaterem...a czemuż to, spytacie. A temuż, że ponad 4 lata temu wyjechał do UK. Zostawił w PL wszystko, dom, mnie, znajome kąty (pracy nie miał, więc nie wspominam o tym) i wyjechał do obcego kraju, między obcych ludzi, których naówczas nie rozumiał, bo angielski u niego był raczej biedny.
Jak narazie wygląda na to, że faktycznie wykazał się odwagą, prawda?
No to teraz Wam przedstawię cala sytuację widzianą oczami Kobiety.
Wyjechał, fakt, ale nie musiał robic absolutnie nic! Miał wszystko opłacone i załatwione. Samolot - opłacony, transport z lotniska do domu - opłacony, dom - opłacony, nawet kolega pożyczył mu pieniądze na życie. A na drugi dzień już zaczynał szkolenie i szedł do pracy. Jedyne co on miał zrobic to zjawic się na lotnisku i wsiąśc do samolotu...i niech mi ktoś wyjaśni dlaczego on jest z siebie taki dumny???????
Gdzie tu ta jego heroiczna odwaga?? Gdzie to bohaterstwo??
Bo nie umiał języka? Ok, ale pracował z polakami, a jeden z nich był jego dobrym kolegą i po angielsku świetnie wymiata...
Więc albo ja jestem dziwna i niczego nie rozumiem, albo on...
Dodam jeszcze, że ja w 7 miesięcy później zrobiłam dokładnie to samo, mając do tego 6-cio miesięczne dziecko pod opieką...a jakoś nie czuję się jak bohaterka.
Niech mi ktoś to wyjaśni ;)
piątek, 17 września 2010
sobota, 4 września 2010
karteczka dla mamy :)
środa, 1 września 2010
Chester... :D
Świat wirtualny kontra Szara Rzeczywistośc...
Myślałąm długo czy o tym pisac, ale żeby rozliczyc się z emocjami muszę je z siebie wywalic. A więc tak...
Myślałam, że jak się rozmawia z kimś ponad 2 lata, praktycznie co dzień...czasem i cały dzień, to nie ma siły, musisz poznac tą osobę. Naiwnie wierzyłam, że nie można tyle udawac...a może po prostu tyle rzeczy przemilczec...nie wiem...
Patrząc na wcześniejsze doświadczenia miałam prawo myślec że znamy się. A jednak..takie zaskoczenie...Cóż...widac nie można człowieka poznac w świecie wirtualnym, trzeba się zobaczyc, pomacac, wtedy można powiedziec z całą pewnością że się kogoś zna.
Ale żeby nie było tak pesymistycznie, bo to nie po mojemu :D to bilans jest i tak na plusie :D 3:1 więc nie jest źle :D:D:D
Myślałam, że jak się rozmawia z kimś ponad 2 lata, praktycznie co dzień...czasem i cały dzień, to nie ma siły, musisz poznac tą osobę. Naiwnie wierzyłam, że nie można tyle udawac...a może po prostu tyle rzeczy przemilczec...nie wiem...
Patrząc na wcześniejsze doświadczenia miałam prawo myślec że znamy się. A jednak..takie zaskoczenie...Cóż...widac nie można człowieka poznac w świecie wirtualnym, trzeba się zobaczyc, pomacac, wtedy można powiedziec z całą pewnością że się kogoś zna.
Ale żeby nie było tak pesymistycznie, bo to nie po mojemu :D to bilans jest i tak na plusie :D 3:1 więc nie jest źle :D:D:D
poniedziałek, 9 sierpnia 2010
zamknięte...
Postanowiłam zamknąć dla publiczności bloga...zrobiło się zbyt osobiście żeby każda Hanka czy Ewusia (tfu tfu) jakimś cudem mogły znaleźć go i poczytać.
Tak więc tylko nieliczni dostali na maila zaproszenie :)
Tak więc tylko nieliczni dostali na maila zaproszenie :)
Album numer 2
piątek, 23 lipca 2010
55 lat...
Moi dziadkowie w sierpniu będą mieli rocznicę ślubu... pięćdziesiątą piątą rocznicę. Piękna liczba :) Ciekawe czy i ja kiedyś będę taką rocznicę obchodzić...nie koniecznie ślubu ale bycia razem...
Pamiętam, że na ich pięćdziesiątą rocznicę wyhaftowałam im duży obraz z życzeniami :)
Teraz, niestety, nie mam tyle czasu więc zrobiłam kartkę.

Teraz tylko potrzebuję jakieś życzenia...
Pamiętam, że na ich pięćdziesiątą rocznicę wyhaftowałam im duży obraz z życzeniami :)
Teraz, niestety, nie mam tyle czasu więc zrobiłam kartkę.

Teraz tylko potrzebuję jakieś życzenia...
wtorek, 13 lipca 2010
ona, już się nie boi...
Kładąc się wieczorem do łóżka zastanawiam się, czemu wole być tu, czytać książkę i wsłuchiwać się w spokojne oddechy dzieci niż gdziekolwiek indziej... Dlaczego nie ma na świecie takiego miejsca, takich ludzi i takiej zabawy, którą zamieniłabym na to...
Moje dzieci nie wiedzą, jak to jest zasypiać bez mamy w pobliżu...bez tego ciepłego poczucia bezpieczeństwa jakie daje jej obecność...ale wie to ta mała dziewczynka we mnie. Pamięta puste i zimne noce.
I choć nie słyszę jej spokojnego oddechu wiem że czuje się bezpieczna bo jest z nią ktoś jej bliski i dorosły. Wie, że może spać spokojnie, aż słońce jej nie obudzi. A nawet wtedy nie będzie sama...
Jestem teraz za nią odpowiedzialna, za jej spokojny sen, a ona odwdzięcza mi się nie pozwalając zapomnieć jak to jest być dzieckiem. pilnuje, żebym potrafiła cieszyć się małymi rzeczami, żebym potrafiła dostrzec cud we wszystkim, w kwiatach, gwiazdach i uśmiechu dzieci.
Dzięki mnie ona już się nie boi, a dzięki niej ja potrafię być szczęśliwa patrząc na liście tańczące na wietrze.
Jesteśmy sobie potrzebne i dobrze nam razem :)
Ja i ta mała, wielkooka Agusia.
Moje dzieci nie wiedzą, jak to jest zasypiać bez mamy w pobliżu...bez tego ciepłego poczucia bezpieczeństwa jakie daje jej obecność...ale wie to ta mała dziewczynka we mnie. Pamięta puste i zimne noce.
I choć nie słyszę jej spokojnego oddechu wiem że czuje się bezpieczna bo jest z nią ktoś jej bliski i dorosły. Wie, że może spać spokojnie, aż słońce jej nie obudzi. A nawet wtedy nie będzie sama...
Jestem teraz za nią odpowiedzialna, za jej spokojny sen, a ona odwdzięcza mi się nie pozwalając zapomnieć jak to jest być dzieckiem. pilnuje, żebym potrafiła cieszyć się małymi rzeczami, żebym potrafiła dostrzec cud we wszystkim, w kwiatach, gwiazdach i uśmiechu dzieci.
Dzięki mnie ona już się nie boi, a dzięki niej ja potrafię być szczęśliwa patrząc na liście tańczące na wietrze.
Jesteśmy sobie potrzebne i dobrze nam razem :)
Ja i ta mała, wielkooka Agusia.
niedziela, 11 lipca 2010
Kwiaty i fotografia...
Uwielbiam fotografowac kwiaty...nie ważne jak ustawisz obiektyw, w jakiej aranżacji robisz zdjęcia, zawsze wychodzą równie pięknie. Bardzo wdzięczne obiekty...

Czasem mam takie dni, że siedzie z aparatem w ogrodzie i cykam miliony fotek, z których potem połowę (co najmniej) wywalam, ale i tak troszkę zostaje...

Nie mam pojęcia czy są to tak na prawdę dobre zdjęcia, co by na nie powiedział fachowiec...ale sprawiają mi mnóstwo frajdy :)

Cykam i cykam a potem w deszczowe dni oglądam...choc nie, w deszczowe dni tez cykam :D Bo wtedy pięknie widac krople deszczu na płatkach.

Na pewno zimą jest fajnie pooglądac te zdjęcia, podziwac cały przepych kolorów i kształtów... i czekac na wiosnę :)

...dobra dośc gadania...zostawiam Was sam na sam z moimi kwiatkami :)










Oto teraz mój storczyk, a już myślałam że padnie mi i będę zmuszona go wywalic...a tu proszę, taka niespodzianka :D
.JPG)
.JPG)
.JPG)
.JPG)
.JPG)
.JPG)
Czasem mam takie dni, że siedzie z aparatem w ogrodzie i cykam miliony fotek, z których potem połowę (co najmniej) wywalam, ale i tak troszkę zostaje...
Nie mam pojęcia czy są to tak na prawdę dobre zdjęcia, co by na nie powiedział fachowiec...ale sprawiają mi mnóstwo frajdy :)
Cykam i cykam a potem w deszczowe dni oglądam...choc nie, w deszczowe dni tez cykam :D Bo wtedy pięknie widac krople deszczu na płatkach.
Na pewno zimą jest fajnie pooglądac te zdjęcia, podziwac cały przepych kolorów i kształtów... i czekac na wiosnę :)
...dobra dośc gadania...zostawiam Was sam na sam z moimi kwiatkami :)
Oto teraz mój storczyk, a już myślałam że padnie mi i będę zmuszona go wywalic...a tu proszę, taka niespodzianka :D
piątek, 9 lipca 2010
Dla dwu latka...
Po w miarę udanej kartce "na zamówienie", za którą dostałam nawet zapłatę :), przyszła kolej na kartkę dla pewnego wyjątkowego dwu-latka...i oczywiście zachwycona nią nie jestem :/
Nie dośc, że odwrotnie się otwiera, i nie jest to zamierzony efekt ;) to jeszcze jest jakaś...nie wiem...
Dobra, same oceńcie :P

Eh..mam jeszcze tyle kartek do zrobienia...muszę zabrac się solidnie za projektowanie ich bo jak będę improwizowac to wszystko do śmieci trafi...
Nie dośc, że odwrotnie się otwiera, i nie jest to zamierzony efekt ;) to jeszcze jest jakaś...nie wiem...
Dobra, same oceńcie :P

Eh..mam jeszcze tyle kartek do zrobienia...muszę zabrac się solidnie za projektowanie ich bo jak będę improwizowac to wszystko do śmieci trafi...
wtorek, 6 lipca 2010
pracowity czas nastaje...
Oj czeka mnie sporo pracy...muszę tyyyle kartek zrobic...a coś w głowie pusto. Dobra, może nie pusto, ale pomysłów za dużo a to też nie dobrze.
Jedną mam już z głowy, tą na zamówienie..moją pierwszą na zamówienie...zrobiona...kłopot z głowy. Myślę, że nie wyszła najgorzej, byle tylko nie wpatrywac się w nią za długo bo coraz więcej błędów widac...
Jedną mam już z głowy, tą na zamówienie..moją pierwszą na zamówienie...zrobiona...kłopot z głowy. Myślę, że nie wyszła najgorzej, byle tylko nie wpatrywac się w nią za długo bo coraz więcej błędów widac...
niedziela, 4 lipca 2010
rozmarzyłam się...
Naoglądałam się dziś pięknych blogów...widoków i tak się rozmarzyłam...och...mieszkac tak, jak mieszkają ci ludzie...marzenie. Morze kiedyś...
Na razie mam stresa ;) bo dostałam moje pierwsze zlecenie na kartkę...po raz pierwszy nie dla znajomych, przyjaciół czy rodziny ale dla obcej osoby będę robiła kartkę...czuję presję ;)
Ma to byc kartka z okazji narodzin chłopczyka...szukam natchnienia. Już jakiś pl;an w głowie siedzi, ale trzeba go dopracowac. Mam dwa tygodnie więc zdążę na pewno :)
Trzymajcie kciuki :))
Na razie mam stresa ;) bo dostałam moje pierwsze zlecenie na kartkę...po raz pierwszy nie dla znajomych, przyjaciół czy rodziny ale dla obcej osoby będę robiła kartkę...czuję presję ;)
Ma to byc kartka z okazji narodzin chłopczyka...szukam natchnienia. Już jakiś pl;an w głowie siedzi, ale trzeba go dopracowac. Mam dwa tygodnie więc zdążę na pewno :)
Trzymajcie kciuki :))
poniedziałek, 28 czerwca 2010
dobre wieści :)))
Powalczyłam troszkę i już lepiej w przyjaźni :))
Gadamy i jest cudnie :) uffffff.... :D
Wczoraj miałam bliski kontakt z dziką naturą...znaczy konkretnie z łabędziami...kurcze są takie piękne a ja się ich tak bałam...są wielkie!! A jeszcze moje zbóje wcale nie okazywały strachu, młody to nawet wrzeszczał "sio!" Szok normalnie.
A jak zaczęły syczec na nas, zaczęłam kombinowac jakiś plan obrony :D
Było w okolicy dużo dużych kamieni i miałam łopatkę w ręce więc się uspokoiłam troszkę :D Na szczęście do rękoczynów nie doszło, wystarczyło że nawrzeszczałam na ptaszyska i sobie odpłynęły :D:D
Stara a goopia ze mnie baba :D
Macie kilka łabędziowych fotek :)
Przepraszam za wielkośc ale nie mam już do nich siły :/




Gadamy i jest cudnie :) uffffff.... :D
Wczoraj miałam bliski kontakt z dziką naturą...znaczy konkretnie z łabędziami...kurcze są takie piękne a ja się ich tak bałam...są wielkie!! A jeszcze moje zbóje wcale nie okazywały strachu, młody to nawet wrzeszczał "sio!" Szok normalnie.
A jak zaczęły syczec na nas, zaczęłam kombinowac jakiś plan obrony :D
Było w okolicy dużo dużych kamieni i miałam łopatkę w ręce więc się uspokoiłam troszkę :D Na szczęście do rękoczynów nie doszło, wystarczyło że nawrzeszczałam na ptaszyska i sobie odpłynęły :D:D
Stara a goopia ze mnie baba :D
Macie kilka łabędziowych fotek :)
Przepraszam za wielkośc ale nie mam już do nich siły :/




niedziela, 20 czerwca 2010
eh...
Przyjaźń jest jak kwiat...trzeba o nią dbac...a ja ostatnio troszkę zaniedbałam jednego z moich kwiatków :(
Brakuje mi rozmów z nią, zawsze służyła radą, pomagała. Ostatnio miała doły, a ja jakoś nie potrafiłam do niej dojśc :( Moja wina i biję się w pierś. Obiecałam, że teraz zabiorę się za Kwiatuszka i będę o niego dbała :)
Dobrze, że ktoś mi to uświadomił, bo ja bałam się, że Ona po prostu odpuściła, uznała, że taka znajomośc na odległośc jest bez sensu. To bardzo silna, mądra i dojrzała kobieta, czasem wręcz onieśmiela mnie swoją dojrzałością, czuję się czasem jak niedojrzałą kretynka przy niej :) Ale potrzebuję kogoś takiego... Jest mi bardzo bliska i kocham ją jak siostrę :)
Martuś :****
Brakuje mi rozmów z nią, zawsze służyła radą, pomagała. Ostatnio miała doły, a ja jakoś nie potrafiłam do niej dojśc :( Moja wina i biję się w pierś. Obiecałam, że teraz zabiorę się za Kwiatuszka i będę o niego dbała :)
Dobrze, że ktoś mi to uświadomił, bo ja bałam się, że Ona po prostu odpuściła, uznała, że taka znajomośc na odległośc jest bez sensu. To bardzo silna, mądra i dojrzała kobieta, czasem wręcz onieśmiela mnie swoją dojrzałością, czuję się czasem jak niedojrzałą kretynka przy niej :) Ale potrzebuję kogoś takiego... Jest mi bardzo bliska i kocham ją jak siostrę :)
Martuś :****
sobota, 19 czerwca 2010
Hołd dla ciężarnych ;)
Zazdroszczę im...taka jest prawda. Znów móc przeżywac to cudowne oczekiwanie, czuc ruchy maluszka pod sercem. To na prawdę Stan Błogosławiony!!
Dlatego też postanowiłam złożyc życzenia tym, z moich przyjaciółek, które mają teraz dwa serduszka :)
...tak powstały dwie karteczki.
Dla Ani, oczekującej drugiego synka :)

I dla Anetki, która również czeka na drugie dzieciątko, mamy nadzieję, że będzie to córcia i siostrzyczka dla naszego MaczoMena :)
Dlatego też postanowiłam złożyc życzenia tym, z moich przyjaciółek, które mają teraz dwa serduszka :)
...tak powstały dwie karteczki.
Dla Ani, oczekującej drugiego synka :)

I dla Anetki, która również czeka na drugie dzieciątko, mamy nadzieję, że będzie to córcia i siostrzyczka dla naszego MaczoMena :)
piątek, 18 czerwca 2010
Urodzinki Goś :))
Pewna Małgorzata ma urodzinki...nie chciała się przyznac, ale w końcu się dowiedziałam. :D
I oczywiście karteczka musi byc. A że akurat mam pewien, skądinąd nie mój ;) dziurkacz nieziemskiej urody, postanowiłam go wykorzystac. Nie mogłam się powstrzymac więc powstała karteczka :)

Nadal czekam na kilka cudeniek zakupionych dla eBayu dla Justynki, już doczekac się nie mogę. Uwielbiam jej pokazywac zdjęcia kolejnych zakupów, które przyszły. Tak cudnie się wtedy cieszy :D I choc to za jej pieniążki zakupione i tak mam radochę z tego i bardzo się cieszę, że mi tak ufa. Musiałam oczywiście nawalic z jedną aukcją, a konkretnie zapomniałam, że to aukcja i nie licytowałam (wiem skleroza nie boli) ale znalazłam ten sam produkt, za godziwą cenę i już czekam aż do mnie przyleci, potem tylko spakuję wszystko i do właścicielki :)
I oczywiście karteczka musi byc. A że akurat mam pewien, skądinąd nie mój ;) dziurkacz nieziemskiej urody, postanowiłam go wykorzystac. Nie mogłam się powstrzymac więc powstała karteczka :)

Nadal czekam na kilka cudeniek zakupionych dla eBayu dla Justynki, już doczekac się nie mogę. Uwielbiam jej pokazywac zdjęcia kolejnych zakupów, które przyszły. Tak cudnie się wtedy cieszy :D I choc to za jej pieniążki zakupione i tak mam radochę z tego i bardzo się cieszę, że mi tak ufa. Musiałam oczywiście nawalic z jedną aukcją, a konkretnie zapomniałam, że to aukcja i nie licytowałam (wiem skleroza nie boli) ale znalazłam ten sam produkt, za godziwą cenę i już czekam aż do mnie przyleci, potem tylko spakuję wszystko i do właścicielki :)
niedziela, 13 czerwca 2010
Kartka...zupełne zaskoczenie :)
piątek, 11 czerwca 2010
już jestem ;)
Moje kochane, jestem już :)
Jakoś nie miałam nastroju na pisanie ostatnio...a tyle się wydarzyło. o Większości wiecie, ale nie wszystko. Przemilczałam tylko te mniej przyjemne sprawy :(
A konkretnie sprawę...mojej mamy :(
Ona od kiedy pamiętam miała kłopoty z...nazwijmy to z priorytetami. Konkretnie zawsze ważniejsze były imprezy, znajomi, życie towarzyskie...niż jej własne dzieci. Tak ja to teraz czuję :( Ciągle mam żywo w pamięci siebie, jako małą dziewczynkę, która zawsze sama w domu (lub z młodszą siostrą) czeka na rodziców, którzy świetnie bawią się na jakiejś kolejnej imprezie. Rodzice nawet nie pomyśleli żeby nam załatwic opiekunkę, żeby ktoś nam kolację zrobił, położył spac...kolację mama zrobiła zanim wyszli, więc jadłyśmy zimne albo wcale, przecież nikt nas nie pilnował.
Pamiętam jak leżymy w łóżku, jest noc, ciemno i cicho, zegar tylko wybija kolejne godziny...dla takiego (nawet kilkuletniego) dziecka godzina 12 w nocy to nie wyobrażalna pora! O tej porze powinno spac spokojnie w swoim łóżeczku z poczuciem bezpieczeństwa i świadomością, że mama i tata są tuż obok. A nie leżec przerażone w rodziców łóżku (żeby na pewno nie przegapic ich powrotu) i z każdą minutą bac się coraz bardziej...
Mogłabym tak wymieniac...mała, przerażona dziewczynka w obcym domu wczasowym, błąkająca się po korytarzu w nocy, bo rodzice imprezują gdzieś na parterze tego Domu Wczasowego. Ta dziewczynka to oczywiście ja :( Jak sobie ją wyobrażę tak mi jej żal, bo widzę moją Hanię...co, jak by ona tak stała???? A ja na imprezie zupełnie nie przejmując się czy ona śpi czy nie.
Zastanawiam się jak moja mama tak mogła????????????????
O czym ona myślała??????????????????
Może właśnie dlatego ja zupełnie nie interesuję się imprezowaniem (dlatego nie mamy dużego grona znajomych), nie lubię chodzic na imprezy z dziecmi, a bez nic ABDOLUTNIE odpada!!
Przeżyłam, co przeżyłam, i w myśl zasady "co cię nie zabije to cię wzmocni" zrobiłąm wszystko aby moje przeżycia obrócic w naukę. Dzięki temu, że tak dobrze pamiętam jak to jest byc małym, bezbronnym dzieckiem, skazanym na łaskę i nie łaskę rodziców, moje macierzyństwo jest bardziej świadome...i mam nadzieję, że lepsze. Że pewnego dnia, za 20-30 lat, nie usłyszę takiej opinii o nim (tym macierzyństwie) jaką usłyszała moja mama :(
Hm...nie o tym miałam posac..ale widac siedziało to we mnie i musiałam się wyżalic :)
Teraz jestem silna i za uśmiech moich dzieci jestem w stanie zrezygnowac z każdej imprezy. Za możliwośc patrzenia jak śpią spokojnie, wtulone w poduszki..nawet jak to pisze mam łzy w oczach...miękka się zrobiłam :D
Kurcze...zapomniałam o czym chciałam pisac :)
No cóż...napiszę jak sobie przypomnę :)
Jakoś nie miałam nastroju na pisanie ostatnio...a tyle się wydarzyło. o Większości wiecie, ale nie wszystko. Przemilczałam tylko te mniej przyjemne sprawy :(
A konkretnie sprawę...mojej mamy :(
Ona od kiedy pamiętam miała kłopoty z...nazwijmy to z priorytetami. Konkretnie zawsze ważniejsze były imprezy, znajomi, życie towarzyskie...niż jej własne dzieci. Tak ja to teraz czuję :( Ciągle mam żywo w pamięci siebie, jako małą dziewczynkę, która zawsze sama w domu (lub z młodszą siostrą) czeka na rodziców, którzy świetnie bawią się na jakiejś kolejnej imprezie. Rodzice nawet nie pomyśleli żeby nam załatwic opiekunkę, żeby ktoś nam kolację zrobił, położył spac...kolację mama zrobiła zanim wyszli, więc jadłyśmy zimne albo wcale, przecież nikt nas nie pilnował.
Pamiętam jak leżymy w łóżku, jest noc, ciemno i cicho, zegar tylko wybija kolejne godziny...dla takiego (nawet kilkuletniego) dziecka godzina 12 w nocy to nie wyobrażalna pora! O tej porze powinno spac spokojnie w swoim łóżeczku z poczuciem bezpieczeństwa i świadomością, że mama i tata są tuż obok. A nie leżec przerażone w rodziców łóżku (żeby na pewno nie przegapic ich powrotu) i z każdą minutą bac się coraz bardziej...
Mogłabym tak wymieniac...mała, przerażona dziewczynka w obcym domu wczasowym, błąkająca się po korytarzu w nocy, bo rodzice imprezują gdzieś na parterze tego Domu Wczasowego. Ta dziewczynka to oczywiście ja :( Jak sobie ją wyobrażę tak mi jej żal, bo widzę moją Hanię...co, jak by ona tak stała???? A ja na imprezie zupełnie nie przejmując się czy ona śpi czy nie.
Zastanawiam się jak moja mama tak mogła????????????????
O czym ona myślała??????????????????
Może właśnie dlatego ja zupełnie nie interesuję się imprezowaniem (dlatego nie mamy dużego grona znajomych), nie lubię chodzic na imprezy z dziecmi, a bez nic ABDOLUTNIE odpada!!
Przeżyłam, co przeżyłam, i w myśl zasady "co cię nie zabije to cię wzmocni" zrobiłąm wszystko aby moje przeżycia obrócic w naukę. Dzięki temu, że tak dobrze pamiętam jak to jest byc małym, bezbronnym dzieckiem, skazanym na łaskę i nie łaskę rodziców, moje macierzyństwo jest bardziej świadome...i mam nadzieję, że lepsze. Że pewnego dnia, za 20-30 lat, nie usłyszę takiej opinii o nim (tym macierzyństwie) jaką usłyszała moja mama :(
Hm...nie o tym miałam posac..ale widac siedziało to we mnie i musiałam się wyżalic :)
Teraz jestem silna i za uśmiech moich dzieci jestem w stanie zrezygnowac z każdej imprezy. Za możliwośc patrzenia jak śpią spokojnie, wtulone w poduszki..nawet jak to pisze mam łzy w oczach...miękka się zrobiłam :D
Kurcze...zapomniałam o czym chciałam pisac :)
No cóż...napiszę jak sobie przypomnę :)
sobota, 17 kwietnia 2010
tak mi jakoś...
Wielkie zmiany w moim życiu...do niedawna nawet się cieszyłam z przeprowadzki, ze zmiany otoczenia, nowego domku...ale teraz już jakoś mi przeszło...
Mama wraca do Polski, wiedziałam, że to w końcu nastąpi, ale jakoś mi tam...dziwnie. Nie wiem czy smutno czy jestem zła, czy rozżalona, nie wiem. Muszę sama sobie to poukładac. Do tego jeszcze ta przeprowadzka...tyle roboty. Nowe miejsce, na którym będę już tylko ja i dzieci (D w pracy). Nie wiem...
Nawet nie bardzo umiem wyjaśnic co mi dolega, może jak to zrozumiem to jakoś sobie z tym poradzę...
Mama wraca do Polski, wiedziałam, że to w końcu nastąpi, ale jakoś mi tam...dziwnie. Nie wiem czy smutno czy jestem zła, czy rozżalona, nie wiem. Muszę sama sobie to poukładac. Do tego jeszcze ta przeprowadzka...tyle roboty. Nowe miejsce, na którym będę już tylko ja i dzieci (D w pracy). Nie wiem...
Nawet nie bardzo umiem wyjaśnic co mi dolega, może jak to zrozumiem to jakoś sobie z tym poradzę...
środa, 7 kwietnia 2010
...
Eh...a jednak...
Liczyłam, że zostaniemy w Bangorze, ale jednak nie :( Jak się okazało, z pracą tu raczej biednie więc nie zostaje nam nic innego jak przeprowadzka do Winsfordu. W sumie to nie tak strasznie daleko, ale jednak już nie wybrzeże, i nie Bangor :(
W sumie do Liverpool'u bliżej, do Chetser i Manchesteru..."naszych" dużo, więc może będzie polska szkoła dla Małej. Na pewno jest polski kościół, a to już dużo.
Tylko trzeba zostawic tu wszystkich znajomych. W sumie brakowac będzie mi tylko jednej rodziny ;)
A moje najukochańsze babolce zabiorę ze sobą :p w końcu net chyba tam mają :D
A teraz troszkę fotek, ostatnich z tych okolic.
Plaża, będzie mi ich brakowało.

Molo w Bangorze.

I latarnia morska w Holyhead, w końcu tam trafiliśmy :D



Tak daleko zaszliśmy, dalej tak wiało, że chyba byśmy latali jal latawce. W życiu nie widziałam takiego wiatru, a jak pięknie w trawach śpiewał ten wiatr :)

Takie wzburzone morze jest...nie do opisania, wielkie, majestatycznie i przecudne!
Gdyby nie wiatr i obecnośc dzieci, stałabym tam pewnie do wieczora. Niesamowita potęga!

Liczyłam, że zostaniemy w Bangorze, ale jednak nie :( Jak się okazało, z pracą tu raczej biednie więc nie zostaje nam nic innego jak przeprowadzka do Winsfordu. W sumie to nie tak strasznie daleko, ale jednak już nie wybrzeże, i nie Bangor :(
W sumie do Liverpool'u bliżej, do Chetser i Manchesteru..."naszych" dużo, więc może będzie polska szkoła dla Małej. Na pewno jest polski kościół, a to już dużo.
Tylko trzeba zostawic tu wszystkich znajomych. W sumie brakowac będzie mi tylko jednej rodziny ;)
A moje najukochańsze babolce zabiorę ze sobą :p w końcu net chyba tam mają :D
A teraz troszkę fotek, ostatnich z tych okolic.
Plaża, będzie mi ich brakowało.

Molo w Bangorze.

I latarnia morska w Holyhead, w końcu tam trafiliśmy :D



Tak daleko zaszliśmy, dalej tak wiało, że chyba byśmy latali jal latawce. W życiu nie widziałam takiego wiatru, a jak pięknie w trawach śpiewał ten wiatr :)

Takie wzburzone morze jest...nie do opisania, wielkie, majestatycznie i przecudne!
Gdyby nie wiatr i obecnośc dzieci, stałabym tam pewnie do wieczora. Niesamowita potęga!

Subskrybuj:
Posty (Atom)









