środa, 7 kwietnia 2010

...

Eh...a jednak...
Liczyłam, że zostaniemy w Bangorze, ale jednak nie :( Jak się okazało, z pracą tu raczej biednie więc nie zostaje nam nic innego jak przeprowadzka do Winsfordu. W sumie to nie tak strasznie daleko, ale jednak już nie wybrzeże, i nie Bangor :(
W sumie do Liverpool'u bliżej, do Chetser i Manchesteru..."naszych" dużo, więc może będzie polska szkoła dla Małej. Na pewno jest polski kościół, a to już dużo.
Tylko trzeba zostawic tu wszystkich znajomych. W sumie brakowac będzie mi tylko jednej rodziny ;)
A moje najukochańsze babolce zabiorę ze sobą :p w końcu net chyba tam mają :D
A teraz troszkę fotek, ostatnich z tych okolic.
Plaża, będzie mi ich brakowało.



Molo w Bangorze.



I latarnia morska w Holyhead, w końcu tam trafiliśmy :D







Tak daleko zaszliśmy, dalej tak wiało, że chyba byśmy latali jal latawce. W życiu nie widziałam takiego wiatru, a jak pięknie w trawach śpiewał ten wiatr :)


Takie wzburzone morze jest...nie do opisania, wielkie, majestatycznie i przecudne!
Gdyby nie wiatr i obecnośc dzieci, stałabym tam pewnie do wieczora. Niesamowita potęga!



2 komentarze:

maya pisze...

dlaczego nic nie napisalas babo!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
my bedziemy zawsze z toba pamietaj:*:*:*:**:***
a do windsoru tez mozemy przyleciec:D:D:D
tak wiec usmiechnij sie nooooooooooooooooo!!!!!!!

Iwona pisze...

Cudne widoki:)