niedziela, 20 czerwca 2010

eh...

Przyjaźń jest jak kwiat...trzeba o nią dbac...a ja ostatnio troszkę zaniedbałam jednego z moich kwiatków :(
Brakuje mi rozmów z nią, zawsze służyła radą, pomagała. Ostatnio miała doły, a ja jakoś nie potrafiłam do niej dojśc :( Moja wina i biję się w pierś. Obiecałam, że teraz zabiorę się za Kwiatuszka i będę o niego dbała :)
Dobrze, że ktoś mi to uświadomił, bo ja bałam się, że Ona po prostu odpuściła, uznała, że taka znajomośc na odległośc jest bez sensu. To bardzo silna, mądra i dojrzała kobieta, czasem wręcz onieśmiela mnie swoją dojrzałością, czuję się czasem jak niedojrzałą kretynka przy niej :) Ale potrzebuję kogoś takiego... Jest mi bardzo bliska i kocham ją jak siostrę :)
Martuś :****

sobota, 19 czerwca 2010

Hołd dla ciężarnych ;)

Zazdroszczę im...taka jest prawda. Znów móc przeżywac to cudowne oczekiwanie, czuc ruchy maluszka pod sercem. To na prawdę Stan Błogosławiony!!
Dlatego też postanowiłam złożyc życzenia tym, z moich przyjaciółek, które mają teraz dwa serduszka :)
...tak powstały dwie karteczki.
Dla Ani, oczekującej drugiego synka :)



I dla Anetki, która również czeka na drugie dzieciątko, mamy nadzieję, że będzie to córcia i siostrzyczka dla naszego MaczoMena :)

piątek, 18 czerwca 2010

Urodzinki Goś :))

Pewna Małgorzata ma urodzinki...nie chciała się przyznac, ale w końcu się dowiedziałam. :D
I oczywiście karteczka musi byc. A że akurat mam pewien, skądinąd nie mój ;) dziurkacz nieziemskiej urody, postanowiłam go wykorzystac. Nie mogłam się powstrzymac więc powstała karteczka :)


Nadal czekam na kilka cudeniek zakupionych dla eBayu dla Justynki, już doczekac się nie mogę. Uwielbiam jej pokazywac zdjęcia kolejnych zakupów, które przyszły. Tak cudnie się wtedy cieszy :D I choc to za jej pieniążki zakupione i tak mam radochę z tego i bardzo się cieszę, że mi tak ufa. Musiałam oczywiście nawalic z jedną aukcją, a konkretnie zapomniałam, że to aukcja i nie licytowałam (wiem skleroza nie boli) ale znalazłam ten sam produkt, za godziwą cenę i już czekam aż do mnie przyleci, potem tylko spakuję wszystko i do właścicielki :)

niedziela, 13 czerwca 2010

Kartka...zupełne zaskoczenie :)

Zrobiłam dziś kartkę :o
wiem, mnie też zszokowało...już tak dawno nic nie robiłam, ale zabieram się znów za pracę :)
Dziś kartka z podziękowaniami dla naszej byłej landlady, znaczy właścicielki domu, w którym mieszkaliśmy przez rok z Bangorze :)
Postanowiłam, że zasłużyła ;)

piątek, 11 czerwca 2010

już jestem ;)

Moje kochane, jestem już :)
Jakoś nie miałam nastroju na pisanie ostatnio...a tyle się wydarzyło. o Większości wiecie, ale nie wszystko. Przemilczałam tylko te mniej przyjemne sprawy :(
A konkretnie sprawę...mojej mamy :(
Ona od kiedy pamiętam miała kłopoty z...nazwijmy to z priorytetami. Konkretnie zawsze ważniejsze były imprezy, znajomi, życie towarzyskie...niż jej własne dzieci. Tak ja to teraz czuję :( Ciągle mam żywo w pamięci siebie, jako małą dziewczynkę, która zawsze sama w domu (lub z młodszą siostrą) czeka na rodziców, którzy świetnie bawią się na jakiejś kolejnej imprezie. Rodzice nawet nie pomyśleli żeby nam załatwic opiekunkę, żeby ktoś nam kolację zrobił, położył spac...kolację mama zrobiła zanim wyszli, więc jadłyśmy zimne albo wcale, przecież nikt nas nie pilnował.
Pamiętam jak leżymy w łóżku, jest noc, ciemno i cicho, zegar tylko wybija kolejne godziny...dla takiego (nawet kilkuletniego) dziecka godzina 12 w nocy to nie wyobrażalna pora! O tej porze powinno spac spokojnie w swoim łóżeczku z poczuciem bezpieczeństwa i świadomością, że mama i tata są tuż obok. A nie leżec przerażone w rodziców łóżku (żeby na pewno nie przegapic ich powrotu) i z każdą minutą bac się coraz bardziej...
Mogłabym tak wymieniac...mała, przerażona dziewczynka w obcym domu wczasowym, błąkająca się po korytarzu w nocy, bo rodzice imprezują gdzieś na parterze tego Domu Wczasowego. Ta dziewczynka to oczywiście ja :( Jak sobie ją wyobrażę tak mi jej żal, bo widzę moją Hanię...co, jak by ona tak stała???? A ja na imprezie zupełnie nie przejmując się czy ona śpi czy nie.
Zastanawiam się jak moja mama tak mogła????????????????
O czym ona myślała??????????????????
Może właśnie dlatego ja zupełnie nie interesuję się imprezowaniem (dlatego nie mamy dużego grona znajomych), nie lubię chodzic na imprezy z dziecmi, a bez nic ABDOLUTNIE odpada!!
Przeżyłam, co przeżyłam, i w myśl zasady "co cię nie zabije to cię wzmocni" zrobiłąm wszystko aby moje przeżycia obrócic w naukę. Dzięki temu, że tak dobrze pamiętam jak to jest byc małym, bezbronnym dzieckiem, skazanym na łaskę i nie łaskę rodziców, moje macierzyństwo jest bardziej świadome...i mam nadzieję, że lepsze. Że pewnego dnia, za 20-30 lat, nie usłyszę takiej opinii o nim (tym macierzyństwie) jaką usłyszała moja mama :(
Hm...nie o tym miałam posac..ale widac siedziało to we mnie i musiałam się wyżalic :)
Teraz jestem silna i za uśmiech moich dzieci jestem w stanie zrezygnowac z każdej imprezy. Za możliwośc patrzenia jak śpią spokojnie, wtulone w poduszki..nawet jak to pisze mam łzy w oczach...miękka się zrobiłam :D
Kurcze...zapomniałam o czym chciałam pisac :)
No cóż...napiszę jak sobie przypomnę :)

sobota, 17 kwietnia 2010

tak mi jakoś...

Wielkie zmiany w moim życiu...do niedawna nawet się cieszyłam z przeprowadzki, ze zmiany otoczenia, nowego domku...ale teraz już jakoś mi przeszło...
Mama wraca do Polski, wiedziałam, że to w końcu nastąpi, ale jakoś mi tam...dziwnie. Nie wiem czy smutno czy jestem zła, czy rozżalona, nie wiem. Muszę sama sobie to poukładac. Do tego jeszcze ta przeprowadzka...tyle roboty. Nowe miejsce, na którym będę już tylko ja i dzieci (D w pracy). Nie wiem...
Nawet nie bardzo umiem wyjaśnic co mi dolega, może jak to zrozumiem to jakoś sobie z tym poradzę...

środa, 7 kwietnia 2010

...

Eh...a jednak...
Liczyłam, że zostaniemy w Bangorze, ale jednak nie :( Jak się okazało, z pracą tu raczej biednie więc nie zostaje nam nic innego jak przeprowadzka do Winsfordu. W sumie to nie tak strasznie daleko, ale jednak już nie wybrzeże, i nie Bangor :(
W sumie do Liverpool'u bliżej, do Chetser i Manchesteru..."naszych" dużo, więc może będzie polska szkoła dla Małej. Na pewno jest polski kościół, a to już dużo.
Tylko trzeba zostawic tu wszystkich znajomych. W sumie brakowac będzie mi tylko jednej rodziny ;)
A moje najukochańsze babolce zabiorę ze sobą :p w końcu net chyba tam mają :D
A teraz troszkę fotek, ostatnich z tych okolic.
Plaża, będzie mi ich brakowało.



Molo w Bangorze.



I latarnia morska w Holyhead, w końcu tam trafiliśmy :D







Tak daleko zaszliśmy, dalej tak wiało, że chyba byśmy latali jal latawce. W życiu nie widziałam takiego wiatru, a jak pięknie w trawach śpiewał ten wiatr :)


Takie wzburzone morze jest...nie do opisania, wielkie, majestatycznie i przecudne!
Gdyby nie wiatr i obecnośc dzieci, stałabym tam pewnie do wieczora. Niesamowita potęga!