Zastanawiałam się nad słowami, które usłyszałam kiedyś od pewnej osoby. Powiedziała mi że z przyjaźnią wirtualną jest tak, jak jesteś online wszyscy piszą "fajnie że jesteś", "co ja bym bez ciebie zrobiła",itd ale wystarczy że znikniesz a już nikt nie pamięta...I pewnie jest w tym dużo prawdy, sami buszujecie w rzeczywistości wirtualnej i pewnie macie takich wirtualnych przyjaciół. Więc wiecie o czym mówię, byc może nawet macie podobne doświadczenia (skądinąd bolesne) jak ja, łatwo jest przeliczyc się...rozczarowac. Może nawet zgodzicie się ze mną, że wirtualny przyjaciel to tylko namiastka, substytut prawdziwego przyjaciela...może się zgodzicie...ale wiecie co...ja się nie zgodzę ze sobą.
Jestem dośc aktywną uczestniczką jednego z for internetowych, na którym to śmieję się, smucę, pocieszam i jestem pocieszana, wzruszam i wkurzam wraz z kilkoma kobietami (babolami jak się czule nazywamy)Powiecie, to co? Masz wirtualne koleżanki, nie ty jedna. Sęk w tym że ta wirtualna przyjaźń w którymś momencie urosła tak, że wirtualna rzeczywistośc stała się za mała dla niej. W bardzo naturalny i cudowny zarazem sposób przeniosła się do świata realnego. Nasze forum przestało nam wystarczac, stało się za ciasne.
Nadal tam wchodzimy, jak dawniej, ale oprócz tego są spotkania, telefony. Czuję to i wiem, że to są moje prawdziwe przyjaciółki. Że forum nie jest domem tej przyjaźni ale tylko jej kolebką. Że mogę na nie liczyc nie tylko na forum ale w życiu.
Dlatego też nie zgadzam się w ta osobą, którą cytowałam na początku, przyjaźń wirtualna może nie jest, ale ma potencjał stania się realną. Przy odrobinie chęci możemy poznac wspaniałych ludzi z całego świata, ludzi, których normalnie byśmy nie spotkali. A jeśli jeszcze popracujemy nad tymi znajomościami może powstac z nich cos wyjątkowego i bardzo realnego.
No ale czyż o taka tradycyjna przyjaźń nie trzeba dbac?
Spokojnej nocy :)